|
"To mają być całe Niemcy"
Mieszanka rewanżyzmu, podsycania uprzedzeń i wycelowanych aktów wandalizmu to elementy działań kręgów skrajnej prawicy, skierowanych przeciw napływowi Polaków do Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Zwłaszcza w powiecie Uecker-Randow w związku ze zbliżającymi się w 2009 roku wyborami komunalnymi należy liczyć się z dalszym wzrostem antypolskiej propagandy.
 |
"pod polską okupacją" Udo Pastörs do Gräfenberg / Video-Link (sierpien 2007) |
 |
"To mają być całe Niemcy!" Plakat do Burg Stargard / Foto (pazdziernik 2008) |
 |
"Völkische Kampfgemeinschaft" - demonstracja do Güstrow / Foto (lipiec 2008) |
Polsko-niemiecki festyn sąsiedzki 5 października w Löcknitz cieszy się sporą frekwencją - przynajmniej z polskiej strony. Turniej piłki nożnej, zapasy sumo, grupy taneczne, zespoły muzyczne, warsztaty, które prowadzi znany DJ Tomekk, dmuchany zamek do skakania, przejaż dżki na kucyku - bogata oferta kulturalna przyciąga tylko niewielu miejscowych niemieckich mieszkańców na plac sportowy w przygranicznym miasteczku. A przecież w Löcknitz, jak i w całym regionie, nie brakuje polsko-niemieckich kontaktów sąsiedzkich. Niemal jedna trzecia z 3 tysięcy Polaków z Meklemburgii-Pomorza Przedniego mieszka w powiecie Uecker-Randow. Wzrost liczby ludności, pustostany mieszkaniowe poniżej jednego procenta, obecność ponad dwudziestu polskich firm, inwestycje, zakupy nieruchomości, miejsca pracy, siła nabywcza - burmistrz Löcknitz Lothar Meistring niestrudzenie podkreśla pozytywne skutki tego rozwoju. Neonazistów mało to obchodzi. "Uważaj, ty popleczniku Polaków!" - brzmiała pogróżka wymalowana na ścianie ratusza miasteczka.
Celem jest wypędzenie
Na festynie sąsiedzkim skrajna prawica nie rzuca się w oczy. Jeden z ochroniarzy po uwadze policji chowa torebkę przy pasie, na której widnieje logo "Thor Steinar". Niewielka grupka młodych męż czyzn przyodzianych w firmową odzież popularną w kręgach neonazistów przechadza się po terenie, rzucając pogardliwe komentarze. Jakiś skinhead w stroju maskującym z naszywką "White Power", popijając piwo, przygląda się meczowi piłki nożnej. Nie zawsze prawicowcy są tak powściągliwi. W sierpniu 2007 roku na gmachu spółdzielni mieszkaniowej i innych budynkach pojawiły się nabazgrane antypolskie hasła. W drugi styczniowy weekend tego roku dziewięć polskich samochodów ma pozrywane tablice rejestracyjne lub powybijane szyby. Miesiąc później na ścianach budynku polsko-niemieckiego gimnazjum ktoś maluje sprayem hasła, ponownie uszkodzony zostaje samochód i tablica jednej firmy. W Löcknitz mówi się o dalszych antypolskich aktach wandalizmu. W czerwcu małżeństwo ze świnoujścia mieszkające w Kamminke na wschodnim Pomorzu Przednim doświadcza niemałego poczucia zagrożenia: Wyjazd ich samochodu blokuje niemieckie auto, którego pasażerowie wykrzykują "Polenschweine" i szarpią za drzwiczki. Metoda jest czytelna - chodzi o świadome zastraszenie Polek i Polaków, a także instytucji i osób, które z nimi kooperują. A celem jest wypędzenie. Na festynie zamkowym w Löcknitz jeden z prawicowców wyraża się a ż nadto dobitnie: "Löcknitz ma być niemieckie", a na jego koszulce widnieje hasło: "Nie oddamy już ani piędzi niemieckiej ziemi!" Ideologiczne zaplecze sprawców tworzy przypuszczalnie partia NPD działająca w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Antypolska agitacja od lat powraca jako główny motyw jej polityki. Przede wszystkim nienaruszalność zachodniej granicy Polski na Odrze i Nysie jest niezmiennie kwestionowana przez działaczy partii. Poseł do parlamentu powiatowego z Anklamu Michael Andrejewski już w grudniu 2005 roku mówił o "niemieckim landzie Pomorzu" oraz o "ziemiach zasiedlonych w tej chwili przez Polaków". Szef NPD Udo Pastörs w czasie prawicowej demonstracji latem 2007 wykrzykuje jednoznacznie: "W świetle prawa międzynarodowego niemieckie ziemie wschodnie pozostają niewątpliwie i jednoznacznie ziemiami niemieckimi, które znajdują si ę pod polską okupacją". I kontynuuje: "Nie mamy w tej chwili możliwości sięgnięcia po swoją własność, co jednak nie oznacza, że z niej rezygnujemy". Ostatnio jego kolega partyjny David Petereit przedstawił jasno swą wizję przyszłości na wykonanym na jego zlecenie plakacie z okazji 3 października 2008 roku. Pod mapą, przedstawiającą obok RFN dawne tereny Pomorza Tylnego, śląska i Prus Wschodnich, widnieje napis: "To mają być całe Niemcy!"
NPD pewna zwycięstwa
Skrajna prawica z jednej strony zawzięcie kwestionuje polską granicę zachodnią, z drugiej zaś domaga się jej zamknięcia. W swej argumentacji neonaziści odwołuj ą się do pozytywnych rezultatów rasistowskiej kampanii z lat 2002 i 2003. Pod hasłem "Mieszkać piękniej i bezpieczniej" NPD i "kameradschaften" próbowały zapobiec tworzeniu schronisk dla uchodźców. Argumentowano wówczas twierdzeniami, jakoby "azylanci" przyczyniali się do wzrostu przestępczości, Niemcy mieli stać się niebawem "mniejszością we własnym kraju", natomiast uchodźcy byli rzekomo uprzywilejowani finansowo. Demonstracje, ulotki, zbieranie podpisów, hasła na murach - akcje skrajnej prawicy zyskały poparcie ludności. Dzisiaj sięga ona znowu do podobnych "upiornych historii" (Peter Ritter, frakcja "Linkspartei" w parlamencie landowym). Domaga się natychmiastowego zahamowania napływu Polaków w celu przeciwdziałania rzekomej "polonizacji" i "odniemczeniu". Nauka języka polskiego ma przyczyniać się do "wyobcowania" niemieckich dzieci od "kultury ich gatunku" i od "własnego narodu". Publikowanie doniesień o wybranych przestępstwach oraz raportów policyjnych z terenu regionu ma najwidoczniej na celu wzbudzenie lęku przed przestępczością w związku z otwarciem granic. W propagandzie NPD powtarza się sugestia, jakoby polscy mieszkańcy byli lepiej traktowani od Niemców. "Zamknąć granicę!" - głosi żądanie na ulotce, którą NPD już teraz rozdaje na swoich stoiskach informacyjnych i wrzuca do skrzynek na listy. Dla neonazistów już dawno rozpoczęła się kampania przed wyborami komunalnymi w przyszłym roku. W 2009 roku partia nie chce "zrezygnować z żadnej okazji do wystąpienia w historycznej roli ostatniego obrońcy Niemców". Pochodzący z powiatu Uecker-Randow Tino Müller, wiceprzewodniczący frakcji w Schwerinie, jest pewien zwycięstwa. Już teraz może liczyć na poparcie wyborców w miastach i gminach regionu. Przykładowo w wyborach do landtagu w 2006 roku jego partia zdobyła w Löcknitz 20,7% "drugich" głosów. Bez wątpienia nabrał też pewności po ogłoszeniu wyników wyborów w sąsiedniej Brandenburgii. W powiecie Uckermark NPD zdobyła dwa mandaty w powiatowym parlamencie. Również tam kandydatka partii Irmgard Hack potraktowała napływ Polaków jako temat wyborczy i przyznała w wywiadzie, że nie chodzi jej o miejsca pracy, lecz wyłącznie o antypolską propagandę. Jej zdaniem nawet właściciel restauracji zatrudniającej siedmiu niemieckich pracowników powinien opuścić kraj.
Straszne doświadczenia
W piwogródku na festynie sąsiedzkim mówi się, że niską frekwencję niemieckich mieszkańców spowodowała zła pogoda i spóźniona reklama. O antypolskim nastawieniu niemieckiej ludności nikt nie wspomina. Tak naprawdę istnieje wiele przykładów udanej współpracy i codziennych kontaktów, w których dominuje obustronna akceptacja. A jednak atmosfera jest zatruta. Nowi polscy mieszkańcy i mieszkanki Löcknitz odbierają poszczególne zajścia jako skierowane przeciwko nim samym, chociaż do tej pory dotknięte były nimi tylko pojedyncze osoby. Polskie media uważnie obserwują, jak rozwija się sytuacja na pograniczu i jakie są na nią reakcje. Poseł ze świnoujścia już po wyborach do landtagu z 2006 roku wyraził zaniepokojenie wzrostem liczby głosów oddawanych na NPD, ponieważ właśnie "ta partia sięga korzeni, z których dla Polaków wynikły straszne doświadczenia".
|